piątek, 26 lutego 2016

Huśtawka nastrojów.



Pogoda zmienna i nastrój tez zależny od pogody. Może to i wynik że czas zbyt szybko upływa i nie ma czasu aby przeanalizować co się dokonało złego a co dobrego. Zresztą czy to ważne. Pochowaliśmy wczoraj kolegę z klubu. Jeszcze niedawno widziałem go jak szybko gdzieś zdążał. Gdy się zapytałem dlaczego nie odwiedza nas w klubie to odrzekł że ma do załatwienia ważne sprawy. Nie wiem czy zdążył czy los go szybciej załatwił. Taka normalność dla ludzi starszych. Byliśmy oczywiście a żoną na pogrzebie Jureczka, było sporo kolegów i koleżanek z klubu ale nam się często niestety zdarzają takie „okazje”.  Pogrzeby często a na wesela nie proszą. Młodzi gdy nawet żyją razem to raczej „na kocią łapę”. Musza wcześniej się wszystkiego dorobić: mieszkania, dobrej pracy, zwiedzić atrakcyjne kraje a dzieci i ewentualne małżeństwo to w nieokreślonej przyszłości. My starsi raczej musimy się martwic o siebie. U mnie kondycja fizyczna raczej dobra bo jeszcze dopadam autobus gdy podjeżdża a ja muszę przebiec te z 50m metrów. Gorzej z pamięcią a szczególnie z rozpoznaniem znajomych na ulicy bo wszyscy wydają mi się podobni. Może i z tą pamięcią znajomych na Facebook jest podobne bo chyba mi ich ubywa. Może się komuś naraziłem publikując drażliwe wpisy ale to robię aby rozruszać mózg. Podobno aby nie dać się temu „Niemcowi” trzeba obciążać mózg danymi które sprawiają najwięcej trudności. Zawsze mailem kłopoty z pisaniem „wypracowań na temat” więc teraz wypisuje różności na swoich z 6 rożnych tematycznie blogów oraz przeglądając różne portale społecznościowe. Tradycyjni najwięcej na Facebook bo Twitter to tylko przeglądam bo „ćwierkać tam nie mam ochoty w tak ekskluzywnym gronie. Zaniedbałem też Google+ ale tam raczej pokaz pięknych fotografii. Dałem się już poznać przeglądarce Google bo dla przypomnienia gdy wpisze swoje imię i nazwisko mam informacje co już nabroiłem. Musze chyba poczekać na poprawę nastroju do wiosny bo na łonie przyrody i przy forsownym treningu siłowym na działce zapomina się o głupotach. Po nudnym okresie postu będą jeszcze wieczorki taneczne a później największa atrakcja – wyjazd do Zakopanego i w Tatry. Już czuje ten świeży zapach powietrza na wysokościach około 2 tys. metrów Tam jestem jak młodzieniec i jeszcze mogę biegać nawet pod górkę.           

piątek, 19 lutego 2016

Pesymistyczne wizje czy to tylko wpływ mokrej pogody.



Byłem dawniej optymistyczne nastawiony na możliwości korzystania z komputerów podłączonych do  Internetu przez emerytów klubu Senior. Nawet opisałem to na moim blogu podając co ewentualnie najpierw trzeba zrobić aby umożliwić klubowiczom korzystania z nowoczesnych możliwości komunikacji. Nawet wymyśliłem ewentualny scenariusz poczynań aby nasz klub Seniora zaistniał w Internecie. Do tego celu w pierwszym etapie wykorzystałbym swój komputer i wolny czas przed sezonem działkowym.
  1. Utworzyłbym numer poczty email dla klubu Seniora.
  2. Wprowadziłbym stronę klubu Seniora Radom do portalu Facebook.
  3. Wprowadziłbym (później) stronę Koła poezji przy klubie Seniora w Radomiu.
  4. Wykorzystując posiadany programik WebSite X5 v8 Smart i według opisu z PC Format utworzyłbym stronę WWW Klubu Seniora Radom. Na tej stronie pod jedną z zakładek byłoby również Koło poezji Erato które wtedy działało.Przyszło nowe, klub uzyskał dwa tablety i dwa laptopy ale niestety wykorzystanie tego jest nikłe. W ramach „Bezpłatny Internet dla mieszkańców Radomia” przekazano sprzęt i chyba klub Senior z tego skorzystał ale nie było w klubie szkolenia posługiwania się tym sprzętem. Nawet politycy już ustanowili odpowiednie wymagania. Zgodnie ze strategią rozwoju Unii Europejskiej do 2020 roku wszyscy obywatele Unii powinni mieć dostęp do Internetu o szybkości 30 Mb/s lub większej, przy czym połowa z nich do szybkości co najmniej 100 Mb/s. Aby sprostać rosnącym wymaganiom przepustowości łączy, właściwie jedyną opcją, jaka pozostaje dostawcom sieci, jest zastosowanie światłowodów, nie tylko w sieci szkieletowej, ale również na „ostatniej mili”. W Radomiu mamy Internet darmowy typu LTE wrażliwy na zakłócenia od  środowiska ale dla celów nauki wystarczającej prędkości. Co z tego że powszechny dostęp do Internetu będzie szczególnie konieczny emerytom i chorym szczególnie przewlekle chorym gdyż od 1 stycznia 2011 r  jest ustawa wprowadzająca informatyzacje systemu ochrony zdrowia. Gdyby we wszystkich przychodniach, szpitalach i innych lecznicach była możliwość rejestracji przez Internet, uzyskiwania informacji dotyczących którzy lekarze w danym dniu przyjmują, godziny przyjęć a nawet dla tych zamiejscowych: jak dojechać, gdzie parkingi itp. Ogólne informacje powinny być na stronach WWW które powinny posiadać wszystkie lecznice. Tego systemu jeszcze do tej pory nie wdrożono. Ja zakupiłem komputer w roku 2006 za sumę 3650 zł, rezygnując z możliwości wyjazdu na wycieczkę zagraniczną i podłączyłem do Internetu abym mógł kontaktować się z córką emailem i komunikatorem Skype. Poprzednio pisaliśmy listy ale często ginęły razem z załączanymi zdjęciami. Teraz zdjęcia przekazujemy jako załącznik do emaila lub zamieszczamy na OneDrive albo na Facebook. Pocztą przesyłamy tylko karty świąteczne. Sprawę dostępu do Internetu w Polsce poruszałem już w poprzednich blogach. Zachęcić znajomych próbowałem tez parę razy z miernym skutkiem a nawet kiedyś podsłuchałem niechcący rozmowę nieznajomych na ten temat.
„Komputer – a po co. To zżera prąd i trzeba więcej płacić. Syn ma i też często nie używa. Ale wnuczęta mają konsolę i gry. To jest dopiero ubaw”.



Wszystkie zachęty powinny być popularyzowane w mediach aby informacje o zaletach korzystania z Internetu była powszechnie wiadoma. To podawałem już w poprzednich blogach ale nie było nawet żadnych komentarzy. Próbowałem teraz poszukać w Internecie strony WWW lub adresy email klubów emerytów np. Senior. Wiem że jest ich sporo nawet w naszym województwie bo widzimy się niekiedy na okolicznościowych spotkaniach. Przeszukanie Internetu zajęło mi z godzinę ale nie znalazłem żadnego znajomego mi klubu Senior z okolic. Podobno teraz jak kogoś nie ma w Internecie to nie istnieje? Czyżby te kluby wymarły lub je skasowano jak dużą ilość szkół. Ale dzieci jest mało bo niż demograficzny a emerytów mnóstwo że ZUS pada. Chyba dosyć tego narzekania a jutro może będzie lepsza pogoda. Poczekam cierpliwie na wiosnę to będzie zajęcie na działce.

sobota, 27 września 2014

Refleksje z zycia



Błyskawicznie przeleciało te 50 lat wspólnego pożycia małżeńskiego oraz niedawno minęło mi 76 lat. Ten moment sprzyja do refleksji nad przeżytymi czasami. Wczesne dzieciństwo znam z opowiadania rodziców i starszej siostry. Puszczam więc wodze fantazji i już jestem cofnięty w czasie z sześćdziesiąt parę lat na ulicy Spokojnej ( teraz Chałubińskiego ) w drewniaku. Pierwszego drewniaka z Zamłynia gdzie się urodziłem nie pamiętam bo rozsypał się od wybuchu bomby którą Niemcy zrzucili na wycofujące się polskie wojska. Dobrze że nie przygniotła mnie belka z powały bo zatrzymała się na solidnej szafie. Mama i babcia zawinęli najcenniejszy dobytek i mnie w płótna oraz moją starszą siostrę w pierzyny i z takimi tobołami ruszyli na niecelową ucieczkę. Dobrze że przygarnęli nas nieznani ludzie z pobliskiej wsi którzy powiadomili rodziców że Niemcy są wszędzie i ucieczka jest nieuzasadniona. Resztki po drewniaku wracający zastali prawie puste bo podobno uczynni sąsiedzi sprzątnęli co lepsze. Ojciec wtedy był w wojsku i walczył z Niemcami. Siedział też jakiś czas w obozie.   A nas przygarnął dziadek który miał swój drewniak na ul. Spokojnej postawiony na dzierżawionym placu. Wybuch wojny wywrócił piękne plany mojej rodziny. Ojciec z papierami mistrza tokarskiego dostał pracę w państwowym zakładzie w Kraśniku i tam mieliśmy się przeprowadzić do fabrycznego bloku. Ale tymczasowo mieszkaliśmy w drewniaku. Opowiadano jak takie drewniaki się kupowało. Na wsiach w pobliżu miast byli drwale którzy wykonywali i zestawiali drewniaki z bali łączonych na zaciosy tak jak góralskie chaty. Ludzie z miasta chętni nabycia takiego domu jechali na taką wieś, wybierali drewniak, płacili zaliczkę a drwale przywozili na furmankach rozmontowane domy i ustawiali je na wskazanym miejscu. Gdy nasza rodzinka została wtłoczona z konieczności do takiego drewniaka to za dnia nie było w nim miejsca dla dzieci – szczególnie w okresie wiosny do późnej jesieni. Wychowywaliśmy się „na dworze” a tylko na okrzyk o posiłkach przybiegaliśmy do domu. Nie pamiętam aby miał kupne zabawki bo proce, łuk, kierownice z drutu do jazdy „fajerą” robiliśmy sobie sami. Były jeszcze zabawy amunicją bo po wojnie pełno jej było wokoło. Niektóre elementy z rozmontowanej amunicji były bardzo przydatne w domach. Gilzy mosiężne z działek były dobre do wyrobu karbidówek – lamp oświetleniowych a na korpusach pocisków większego kalibru można było wyklepać kosę. Jedynym kłopotem było wykręcić zapalnik oraz wypalić w ognisku zawartość pocisku. Gdy był tam sam trotyl to ładnie się palił płomieniem na parę metrów. Gdy jednak trafiło się na inne „świństwo” w środku to była ogłuszająca eksplozja, świst odłamków, brzęk tłuczonych szyb w pobliskich oknach a po powrocie – lanie od rodziców. Szkoła podstawowa to oczywiście w zatłoczonej klasie o ropowanej podłodze z desek i wiekowych ławkach. Brak było podręczników, zeszytów i przyrządów do pisania. Pamiętam nawet te kamienne tabliczki otrzymane z UNRY. Ale z biegiem lat wszystko się poprawiało i już w ostatnich klasach podstawówki wyjeżdżałem na kolonie nad morzem lub w górach. Interesowały mnie nauki ścisłe i łatwo przyswajałem je niekiedy w szerszym zakresie niż nauczyciele co doprowadzało nawet do zadrażnień. Ale ja wiedzę z chemii lub fizyki pobierałem z książek dla studentów a nauczyciele niektórzy znali tylko tyle co z cienkiej książeczki dla uczniów szkoły średniej. Niestety wybrałem ogólniak bo marzyłem o pracy naukowca ale nie miałem żadnych zdolności w naukach humanistycznych a szczególnie w nauce języków obcych. Oceny z fizyki, chemii matematyki to 4 lub 5 a francuski i rosyjski – 2. Biedny nauczyciel francuskiego – p. Kolankiewicz ( jedyne zapamiętane nazwisko) robił co mógł ale zawsze byłem „tabularaza”. Dotarłem tylko do 9 klasy i mając tylko tzw. "małą maturę” poszedłem do pracy i rozpocząłem dokształcenie się w zaocznym ogólniaku. Stare trudności z naukami humanistycznymi powtórzyły się więc zmieniłem dokształcanie na wieczorowe technikum mechaniczne. Tam okazało się że byłem „orłem” bo praktycznie nie ucząc się w domu jeszcze pomagałem w nauce kolegom. To był wspaniały okres nauki z częstymi koleżeńskimi spotkaniami po wykładach a niekiedy zamiast wykładów ale technikum skończyłem bez problemów nawet z dobrymi wynikami. W okresie dokształcania pracowałem ciężko fizycznie bo jako ślusarz, spawacz a nawet krótko w kuźni więc po otrzymaniu matury szukałem lżejszej pracy. Znalazłem ja w RWT w dziale konstrukcyjnym. W tamtych latach tylko główny konstruktor miał wyższe wykształcenie a kierownicy sekcji – średnie techniczne. Praca była nawet ciekawa bo w sekcji współpracy z produkcją . Byliśmy wzywani na produkcję telefonicznie w przypadku jakiś kłopotów. Przekonałem się że konstruktor był traktowany jak wszystko wiedzący i trzeba było robić wszystko aby znaleźć przyczynę kłopotów i ich rozwiązanie. To były piękne dni w pracy i wypoczynku najczęściej w zakładowych ośrodkach wczasowych. Ale koniec wspomnień bo ja szybko się nudzę i też nie chce zanudzać czytających. Może następna część wspomnień na kolejną okrągłą okazje.             
                     

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Szał przedświątecznych porządków.



Nadszedł ten – niestety tradycyjny czas robienia specjalnych świątecznych porządków, zakupów, szykowań, krzątaniny. Uff !! Tylko na spacerze mogę od tego odpocząć. Ale niestety coś trzeba i w domu zrobić. Odkurzanie to oczywiście moje zajęcie bo jak kupiłem takie dziadostwo i które tylko ja umiem oczyszczać, ustawiać aby jako – tako odkurzał. Ale w piwnicy lub na działce są jeszcze dwa; ruska Rakieta i polski Zelmer. Oba podobno źle odkurzają i nie można do nich dokupić worków. Ten jest bezrowkowy. Nie mam niestety przyrządu do sprawdzania czystości jakiegoś „pyłomierza” czy śmieciomierza” choć w szafce narzędziowej mam sporo innych przyrządów pomiarowych. A te „gruntowne oczyszczanie” jest niekiedy krótko trwale – do czasu odwiedzin znajomych. Wpadają „na chwilę”, pobiegają po mieszkaniu w butach i bałagan jest jak przed odkurzaniem. Zakupów, szykowań na ta Wigilię we dwoje jest mnóstwo a później przed dłuższy czas trzeba zjadać te postne potrawy. A i potrwa mięsnych jest przeważnie w nadmiarze. Dobrze że rozsądek i wątroba przestrzegają przed łakomstwem. Żona ma dziś chyba „wolne moce przerobowe” bo poszła do swojej starszej siostry pomagać w szykowaniu . Ja odbyłem krotki spacer połączony z małymi zakupami w Kaufland: marchew, pomarańcze, rozgałęziacz. Po powrocie odkurzanie, mycie wanny, zlewu i mogę posurfować w Internecie. A tam tez świąteczna niespodzianka. Program Picasa 3 wprowadził mi aplikacje Google + Auto Backup. Za darmo na swoim serwerze porobi mi kopie zdjęć jakie posiadam w komputerze. Jak za darmo – to OK.! Długo sprawdzał moje zbiory i dał mi meldunek że posiadam 1480 zdjęć i miejsca jakie dla mnie przeznaczył czyli około 14 GB to zbyt mało i czy chcę dokupić? O nie – nigdy niczego nie kupuje w sieci. Przez 14 dni ta aplikacja będzie się trudzić aby skopiować moje zdjęcia do swojego serwera w „chmurze”. Będę je mógł przeglądać w każdym miejscu na Ziemi bo mam konto w Google +. To podobno dostępne będzie tylko dla mnie. Wznowienie pisań bloga zainspirowały mnie ostatnio przeczytane świetne  blogi znajomych z Facebook. 

Polecam:


wtorek, 3 maja 2011

Trochę polityki dnia codziennego


Zbliżają się jesienne wybory więc częściej analizuję aktywność naszych polityków – szczególnie w Internecie. Czytam uważnie ich wypowiedzi w blogach bo tam - myślę, że wyrażają własne, osobiste przekonania a nie tylko ściśle interesy i programy partii z których się wywodzą. Niewątpliwie będę to uwzględniał przy urnie wyborczej głosując i polecając znajomym głosowanie na polityków aktywnych – ale w tym pozytywnym społecznym rozumieniu. Mimo podeszłych lat staram się być człowiekiem 21 wieku więc logicznie przede wszystkim jestem patriotą Ziemi – bo obecnie nie jesteśmy zdolni egzystować w atmosferze sąsiadujących i w naszym zasięgu planet ale tradycyjnie jestem też patriotą Polski i Radomia w którym się urodziłem. Będę na pewno popierał polityków – dobrych gospodarzy niezależnie z jakiej obecnie partii pochodzą. Będę też dokładnie analizował programy poszczególnych partii aby ewentualnie po wyborach sprawdzać jak te programy są realizowane. Na pewno będę popierał te partie których program uwzględnia interesy większości społeczeństwa a nie tylko malej garstki np. tych najbogatszych. Nie ulegnę jałowym obietnicom zmniejszenia bezrobocia przez powiększenie ilości stanowisk pracy bez wykazania tego np. przez komputerową symulację nasycenia rynku wyrobami, usługami oraz konkretnymi prognozami rozwoju określonych sfer produkcji itp. Powinno docenić się planowanie określonych kierunków szkolenia fachowców a nawet naukowców uwzględniając specyfikę naszego kraju. Myślę że kłamliwe i niedopuszczalne jest oszukiwanie społeczeństwa że nasycenie naszego rynku chińskimi towarami to wina chińczyków bo te towary sprowadzają Polacy, polscy biznesmeni, hurtownicy czerpiąc z tego kokosowe zyski. Oczywiście robią to zgodnie z prawem które jednak sami wcześniej ustanowili będąc przy władzy. Dlatego teraz jest taka walka o władzę – określenie stosowane obecnie szeroko w mediach. Określenie że rządzący są sługami narodu stosowało się tylko w pierwszym rządzie premiera Mazowieckiego. Obecnie naczelną ideą jest że życie to walka więc wygraj za wszelką cenę i nawet po trupach gnaj po laur zwycięscy. Osobiście podczas wyborów nie będę popierał polityków o takich poglądach.             

wtorek, 12 kwietnia 2011

Dialog (raczej monolog) z radomskimi radnymi.


                                 Dialog (raczej monolog) z radomskimi radnymi
W dniach 9 i 10 tego miesiąca wysłałem do paru radomskich radnych i do prezydenta poniższą treść i ciekawy jestem czy uzyskam choć jedną odpowiedź. Chyba się nie obrazą? Może email nie doszedł bo do dnia dzisiejszego otrzymałem odpowiedź tylko od jednego z nich.

Zdecydowałem się napisać do pana po bezskutecznym przejrzeniu w Internecie całej listy członków Urzędu Miejskiego, Rady Miejskiej z Radomia i znalazłem sporo osób które nie podali numeru poczty email dla umożliwienia kontaktu z nimi mieszkańców Radomia. Wszyscy członkowie Władz Miasta podali swoje służbowe numery poczt – umradom.pl ale z 27 osób Rady Miejskiej tylko 11 osób pozwoliło udostępnić swój numer email. Konto na międzynarodowym portalu społecznościowym Facebook zrzeszającym obecnie ponad 500 mil. osób znalazłem u 8 osób. Dane te pozyskałem ze strony www.radom.pl/_portal/ . Nie było tam danych o Facebook ale ponieważ mam tam swoje konto to mogę przeglądać profile innych zrzeszonych.  Z informacji internetowych wynika że Polska jest 5 lat do tyłu i na 65 miejscu w ocenie zastosowania Internetu i w zagadnieniu jak państwo i obywatele są przygotowani do korzystania z nowych technologii. Z Internetu otrzymuję szokujące informacje o jakości naszych elit politycznych. Oczywiście dziennikarze trochę przesądzają bo znam z opowieści ich znajomych że są bardzo zaangażowani w swoja pracę i nie mają nawet czasu na typowe życie rodzinne.  Uważam jednak że jeśli ktoś pretenduje do kariery politycznej powinien wykazać się znajomością posługiwania się nowoczesnymi środkami informacji. Podobno w zakresie wsparcia dla szkolnictwa i sektora badań jesteśmy na końcu Europy. Decyzje w wyborze decydentów z powodu braków informacji  nie są w rękach wyborców ale w głowach aparatu politycznego. Strony internetowe partii działających w Radomiu nie są aktualizowane tak jakby ich przedstawicielom nie zależało na rzetelnej informacji. Nawet chyba i ludziom nie zależy na ocenie polityków bo strona nasz-polityk.pl czas ich ocenić - nie jest aktualna. Na tej stronie radomscy radni mają raczej niskie notowania ale jest jeden bardzo aktywny na blogu który ma wysoką notę i czerwone serduszko.  Zbliżają się wybory więc może wszyscy obudzimy się.
Z poważaniem. Z Wereszczyński. 

Bezpłatny internet dla miszkańców Radomia


      Dyskusja do tematu: Bezpłatny Internet dla mieszkańców Radomia
Pragnę się włączyć do dyskusji tematu: Bezpłatny Internet dla mieszkańców Radomia zagrożonych wykluczeniem cyfrowym. Uważam to   za słuszne – choć spóźnione w czasie. Z informacji internetowych wynika że Polska jest 5 lat do tyłu i na 65 miejscu w ocenie zastosowania Internetu i w zagadnieniu jak państwo i obywatele są przygotowani do korzystania z nowych technologii. Uważam że w Polsce musi najpierw zaistnieć konieczność korzystania z Internetu jako podstawowego źródła informacji. Moje przemyślenia opieram na własnych i rodzinnych doświadczeniach gdyż nie jestem fachowcem w tej dziedzinie a tylko użytkownikiem. Moja córka mieszkająca w Anglii podłączyła się do Internetu z 10 lat temu. Dla niej to była konieczność aby uzyskiwać wszelkie informacje bo tam w ofertach zawsze są podawane numery stron WWW. Ja zakupiłem komputer i podłączyłem do Internetu w roku 2006 abym mógł kontaktować się z córką emailem i komunikatorem Skype. Poprzednio pisaliśmy listy ale często ginęły razem z załączanymi zdjęciami. Teraz zdjęcia przekazujemy jako załącznik do emaila lub zamieszczamy na Sky Drive albo na Facebook. Pocztą przesyłamy tylko karty świąteczne. Telerozmowy Skype przeprowadzamy z córką prawie codziennie i po ponad pół godziny. Po zwiększeniu w tym roku szybkości Internetu do 24 Mb/s uległa znaczącej poprawie jakość prowadzonych rozmów. W Polsce nie mam możności wykorzystania Internetu jako podstawowego źródła informacji. Jak na 21 wiek to chyba zbyt małe informacje są zamieszczane na stronach polskich instytucji. Mam 72 lata ale kierując się ideą : NO MAN IS SO OLD BUT THAT BE MAY LERN staram się nadążać. Ale niestety polska rzeczywistość tego nie robi. Trudno jest a najczęściej niemożliwe uzyskanie jest w Internecie informacji z dziedziny lecznictwa bo szpitale i przychodnie nie mają swoich stron w Internecie ani poczt email. Nawet te instytucje które mają nie odpowiadają na wysyłane emaile. Mam 3 poczty email, konto w Facebook oraz kontaktuję się przez komunikator Skype. Przed ostatnimi wyborami samorządowymi starałem się w Internecie uzyskać bliższe dane o kandydatach. Kampania wyborcza samorządowa w Polsce przypominała więcej wybory miss lub missów polityki. Wszędzie widać było fotografie kandydatów, przeważnie uśmiechniętych i mało konkretów lub wcale o tych kandydatach. Uważam, że w 21 wieku większość informacji o wyborach i kandydatach powinna być w Internecie. Przy fotografii każdego kandydata powinien być podany nazwa jego strony WWW oraz adres email. Przecież Internet w całym cywilizowanym świecie jest potężnym źródłem informacji. Dlaczego nie w Polsce? Nawet na oficjalnych radomskich stronach niektórych partii nie były podane dane kandydatów a te strony niekiedy nie były aktualizowane od paru tygodni. Myślę że w następnych wyborach będę mógł głosować przez Internet a wszelkie dane o kandydatach też tam znajdę. Obecnie to jest loteria. Z Internetu otrzymuję szokujące informacje o jakości naszych elit politycznych. Uważam że jeśli ktoś pretenduje do kariery politycznej powinien wykazać się znajomością posługiwania się nowoczesnymi środkami informacji. Podobno w zakresie wsparcia dla szkolnictwa i sektora badań jesteśmy na końcu Europy. Decyzje w wyborze decydentów z powodu braków informacji  nie są w rękach wyborców ale w głowach aparatu politycznego. W tej sytuacji podłączenie do Internetu 1500 gospodarstw z przekazaniem 500 komputerów niekiedy przypadkowym osobom polepszy tylko sztucznie wskaźnik korzystających z Internetu. Uważam że w pierwszej kolejności należy przeprowadzić powszechne szkolenia a sprzęt komputerowy jak laptopy, czytniki e-booków przekazać uczniom – jak to robi Wenezuela. Podobno tam ma być przekazane uczniom 525 tyś. Laptopów. U nas drukuje się masę podręczników zużywając masę papieru  i namawia się do czytania drukowanych książek podczas gdy ekologicznie byłoby przejście na podręczniki w wersji elektronicznej i rozbudowę wypożyczalni e-booków w miejsce bibliotek. Brytyjski rząd w 2008 r. postanowił, że włączy do internetu wszystkie rodziny z dziećmi w wieku szkolnym (5-19 lat). W Wielkiej Brytanii bez internetu było co trzecie gospodarstwo domowe, w tym ok. 10 proc. z dziećmi w wieku szkolnym. Rząd zaproponował talony na sprzęt, plus łącza internetowe. Program miał objąć około miliona rodzin. Przeprowadzono niespełna dwuletni pilotaż, dla około 250 tys. rodzin. W połowie 2010 r. z powodu kryzysu program został zawieszony. Zanim rząd rozpoczął masowy program, wiele szkół za własne pieniądze kupowało uczniom albo wypożyczało laptopy. Od lat 90. zaczęły się też pojawiać lokalne programy pod hasłem: laptop dla nauczyciela. Wiele władz lokalnych doszło do wniosku, że lepiej zacząć od nauczycieli - jeśli się ich oswoi z technologią, zaczną jej używać w domu, potem w szkole.
Za miliard złotych rząd chce kupić pierwszakom z podstawówki laptopy. Chociaż ponad 90 proc. uczniów ma w domach komputery. Jednak aż co trzeci - bez dostępu do internetu. Czy warto uczniom fundować laptopy z publicznych pieniędzy? A może dostęp do internetu jest ważniejszy?